::księga gości::


2009
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
statystyka
Pierwsza baza...

Poradnia, przychodnia, gabinet. Obok szpitala główne miejsce pracy lekarza niemal każdej specjalności. Przede wszystkim umożliwia bezpośredni kontakt z pacjentem. Często pierwsze miejsce do jakiego trafia osoba cierpiąca na określone dolegliwości, które mogą pasować do kilku chorób jednocześnie, albo te które są w zasadzie nieistotne, a wynikają tylko z hipochondrycznych skłonności. Z perspektywy kliniki, kiedy poznajemy historię pacjenta w zasadzie od końca, znając już diagnozę, przebieg leczenia, wszystko wydaje się niezmiernie proste- bolał go brzuch/serce/kolano zleciłem usg/morfologię/ekg/rentgen i wyszło to, skierowanie na oddział i leczymy, no banał. Ale od drugiej strony nie jest już tak banalnie. Przychodzi ktoś z ulicy i niczym z karabinu maszynowego wymienia co go strzyka, gdzie boli bardziej, a gdzie mniej. W głowie albo pustka, albo tysiąc możliwych chorób (w zależności od etapu znajomości medycyny studenta/lekarza). I bądź tu mądry, zleć badania, zapisz leki i jeszcze do tego sensownie porozmawiaj z pacjentem. A przy następnej wizycie okaże się, że wszystkie badania w normie, ale dolegliwości nie ustępują, co robimy dalej doktorze? Chociaż nigdy szczególnie praca przychodniana mnie nie interesowała, to widać, że to nie tylko machanie długopisem na receptach, skierowaniach (co też się zdarza). Z drugiej strony może to tylko mnie, mało umiejącemu studentowi wydaje się to strasznie trudne, a jednocześnie fascynujące, w pięć minut wymyślić możliwe jednostki chorobowe i badania do zlecenia. Może po kilku latach pracy w więkoszści przypadków robi się to szybciej, bardziej automatycznie, moziaka objawów staje się bardziej oczywista, a zarazem takie przyjmowanie pacjentów mniej ciekawe. Zajęcia w poradni ortopedycznej. Większość pacjentów faktycznie przychodziła na kontrolę, do zdjęcia gipsu czy po kolejne ćwiczenia, ale zdarzyły się przypadki, że boli mnie tu, a strzyka mi tam. I tak na przykład bóle w okolicy pięty okazały się ostrogami piętowymi, które są nieprawidłowimi naroślami na kości piętowej, a powstają w wyniku pociągania ścięgien. Albo zacinający się palec w stawie paliczkowym, dopóki nie jest bardzo uciążliwy nie powinien martwić pacjenta. Nieodłączny element polskiej służby zdrowia też się pojawił, czyli zapisanie pacjentki w roczną kolejkę na plastykę stawu biodrowego albo kłopoty z miejscem na oddziale dla wymagającej rehabilitacji pani po urazie kości biodrowej, która niestety mieszka wysoko, w budynku bez windy... Rady praktyczne z życia doktora dla młodych studentów też były.
-A bo to lekarze tam u mnie, w W. tak mi to źle wyleczyli, źle się zrosło, dopiero tutaj profesor mi to naprawił- w ten deseń wypowiada się pacjentka.
-I takich pacjentów proszę państwa też się wystrzegamy- pan doktor zwraca się do nas- Bo, skoro pani tak mówi, to przy kolejnej wizycie najprawdopodobiej tak samo powie o nas-
Praktyczna i sensowna rada, półżartobliwie wypowiedziana, ale na miejscu tejże pani chyba bym się spalił ze wstydu...


mehoffey 2009-10-27 19:34:47
skomentuj (0)
Mały majsterkowicz...

Kolejna rehabilitacja i kolejne potwierdzenie, że można zrobić ciekawe zajęcia, z których student wyniesie konkretne, podstawowe wiadomości i nie zmarnuje czasu. Nawet element rozrywki się trafił, relaks przy filmie, oczywiście korespondującym z tematyką zajęć. Operacja kolana odpowiednio zmontowana i posklejana, tak, że z ponad godziny zrobiło się dwadzieście pięć minut. Mnie wystarczyło aż nadto. Po pięciu minutach brakowąło mi monitorków z saturacją, wykresem EKG i kapnometru, karty do wypełniania nie było, no a ile można patrzeć na rozwalone kolano ;). W ogóle operacje ortopedyczne są specyficzne i mają element zabawny, humorystyczny, no bo to taki mały majsterkowicz. Tu młoteczkiem coś postuka, tam gwoździk w kość, tu śrubka, no i zalewasz wszystko cementem. Oczywiście w dużym uproszczeniu. I krzepy trzeba, żeby taką dolną kończynę utrzymać, no i trochę pomyślunku przestrzennego, ile uciąć żeby było dobrze, jak wszystko poustawiać żeby działało. W każdym razie poza zasięgiem mych zainteresowań... W zeszłym tygodniu poznaliśmy też blisko dziewięćdziesięcioletnią pacjentkę ze stawem biodrowym do zabiegu, z pełnym panelem chorób wszelakich typu cukrzyca, nadciśnienie, zawał w wywiadzie. Mimo wszystko pani pacjentka żywotna, obrotna (w miarę możliwości) no i generalnie sprawna i rozmowna. Operacja obarczona była ryzykiem z uwagi na te internistyczne sprawy, poza tym ortopedycznie też nie był to łatwy zabieg, bo miała już przygody z tym stawem, co skutkowało jakimiś zrostami, naroślami itp. Dziś się okazało, że wszystko poszło nadzwyczaj dobrze, pani ma nową głowę kości udowej, nową panewkę i bryka o kulach po oddziale. Potęga medycyny...


mehoffey 2009-10-20 20:14:59
skomentuj (4)
Design konceptualny...

Zdecydowanie minąłem się z powołaniem. Dopiero dzisiaj, chwilę przed dwudziestą trzecią, przesądnie pechowego trzynastego października roku bieżącego przejrzałem na oczy. Wnętrza. Ale nie użytkowe zwyczajnie, a artystycznie zaaranżowane. A pierwszymi w mym portfolio będą zdjęcia mego własnego małego, acz przytulnego pokoju. Otóż wchodzisz, zaglądasz przez dziurkę (niczym Paweł czy Gaweł) i .... o matko bosko! Koncept numer jeden. Niedowierzając, drzwi otwierasz... Szafa otwarta połowicznie, usłanie podłogi silnie zróżnicowane. W jednym rogu, nieopodal łóżka Robins dumnie się prezentuje. Zaraz obok kserówki z genetyki (tak istotne w medycznej edukacji...), a przy samym łóżku gazeta, która co wieczór służy mnie jako osobisty sewofluran. W nieco większym oddaleniu, bliżej biurka ciąg dlaszy patomorfy, rozłożony w układach geometrycznych. Biurko to historia osobna, godna własnej sali w jakimś nowoczesnym muzeum sztuki, tudzież wzornictwa. Na pierwszy plan dumie wysuwa się internistyczna cegła Heroldem zwana. Zaraz obok miła i przyjemna książeczka o EKG. Bujne tło tworzy szerego przeróżnych karteczek barwy żołtej i białej (w kratkę bladoniebieską) z rzeczami ważnymi, ważniejszymi i tymi pierdołami, ale też do zapamiętania. Całości dopełniają kubek większy i mniejszy oraz szklanka ze szkła grubego, tworząc tym samym układ trójkątny, z trzema równorzędnymi wierzchołkami, symbolicznie nadając owemu miejscu wzmożonej pracy umysłowej siłę i witalność (pobudzająca kawa), nutkę przygody, refleksji i ciepła (parująca herbata w różnych smakach) oraz czystość celów, zamiarów i bazę jego egzystencji (krystaliczna woda). Całość pomieszczenia zachowana w barwach spokojnej zieleni oraz delikatnej, słonecznej żółci, dopełniona, niczym tort wisienką, niebieskim fotelem co się mnie otrzymał w spadku właśnie chwilę temu, który z uwagi na generalny brak miejsca, niczym olimpijski, boski tron zdobi centralny i co oczywista idealnie środkowy punkt przestrzeni, stanowiąc tym samym najważniejszy i niczym klamra całość obejmujący koncept numer któryś z kolei... Za to w mniej wzniosłej, ale równie fascynującej medycynie były kolejne, tak samo ciekawe jak poprzedni zajęcia z rehabilitacji. Było i zaliczenie z patomorfy szczęśliwie pozytywnie zakończone. No i dziecko z hemofilią na własne oczy widziałem, które sobie przywędrowało na profilaktyczną iniekcję czynnika krzepnięcia. Dzięki tym zastrzykom dwa (lub trzy) razy w tygodniu może sobie w miarę normalnie funkcjonować, krew do stawów mu się nie wylewa, a siniaki nie tworzą. Profilaktyka taka obejmuje chorych do osiemnastego roku życia. Dorośli muszą bardziej uważać. Pokazano nam też super-hiper-fantastyczne maszyny co to wedle naszego widzimisię dyktowanego aktualnym zapotrzebowaniem z oddziałów wszelakich mogą z krwi naszej oddzielić czy to płytki krwi, czy to osocze samo, czy nawet granulocyty samiusieńkie. Takie są sprytne.


mehoffey 2009-10-13 23:36:33
skomentuj (1)
Pierwsze koty...

Kryzys. Ten finansowy rzecz jasna chyba uszczypnął lekko szanowną uczelnię. Łączą nas. Fuzja. Grupy ćwiczeniowe przypadające na jednego asystenta rozrastają się. Mniejsze prawdopodobieństwo niespodziewanego pytania, co wychodzi na plus, ale edukacyjnie jest to średnio korzystne. Kliniki, z wyjątkiem jednej, po staremu, ale kto wie co będzie pojutrze? Ciekawe jak english divison się naucza. Podobno bardziej komfortowo, na me oczy nie widziałem, powtarzam z drugiej ręki. Mimo wszystko karuzela kręci się dalej, ale niestety za rosnącą ilością osób na zajęciach, sale ćwiczeniowe jakoś się nie powiększają, co odczuliśmy na genetyce. Pora zajęć też zabójczo wieczorna, co w połączeniu z ich tematyką, poruszającą jakieś głebokie warstwy ludzkiej natury, daje mieszankę iście szatańską. Inna grupa ma jeszcze ciekawiej- farmakologia do dwudziestej pierwszej... Kolejna sprawa to celowość uczenia się o pętlach VDJ czy podobnych, o jakichś dziwnych rotacjach, łączeniach, wycinaniach. Widząc w planie na ten rok przedmiot genetyka kliniczna, myślałem, że dowiem się czegoś o rozlicznych chorobach z tej dziedziny, jakieś leczenie, diagnostyka chociaż, ale nic. Dwie godziny siedziałem jak na chińskiej lekcji i oglądałem kolorowe obrazki. Byle to zaliczyć jakimś cudem. Atrakcji dostarczy też farmakologia. Nowy rok, nowe zasady, jeszcze bardziej kosmiczne. Gramy w tysiąca. Na pełnych zasadach, z punktami ujemnymi, bez zer. No bo po co? Przecież to tylko środek układy współrzędnych, nieokreślone, niewiadomo co, czarna dziura. Albo jeden punkt (lub więcej) albo minus dwa. Zyskujesz albo tracisz. Rosyjska ruletka ruszyła. Oprócz hazardu, jest też i medycyna. Bardzo przyjemne ćwiczenia z rehabilitacji. Wprowadzenie bez zbędnych i niepotrzebnych dupereli, część praktyczna- nauka badania stawu biodrowego, wizyta u pacjentów, potem dyskusja przy ich zdjęciach RTG. Jedyny minus- dziesięć osób na jednego asystenta. No ale kryzys... Na kardiologii powrót na oddział mego pierwszego spotkania z żywą medycyną na praktykach pielęgniarskich. Seminarium na spokojnie, bez biegu poprzez slajdy i chyba pierwszy raz zanotowałem wszystko co chciałem. Zobaczymy jak wyklaruje się dalej. Popraktykowałem też na dyżurze, coby z rytmu nie wypaść. Z duszą na ramieniu zakładałem wenflon pacjentce, bo ostatnio generalnie żyły się na moje kuj rozpadały. Tym razem się udało i tak otumaniony sukcesem, podałem doktorowi strzykawkę z pobraną stamtąd krwią.
- Ja wolałbym zakręconą...-
Spłonąłem ze wstydu, obróciłem się do pani pielęgniarki która poratowała mnie koreczkiem...
Potem było już lepiej, ćwiczyłem pracę workiem oddechowym, pacjentka ładnie się wentylowała, odetchnąłem. Ale kolejne gapiostwo zaliczyłem później, zszedłszy na intensywną terapię. Mieliśmy przetransportować pacjenta na zabieg, pielęgniarki zajęły się przeczepianiem kabelków wszelakich, stanąłem sobie z boku, coby nie przeszkadzać. Patrzę na pacjenta, któremu jakaś dziwna, dwururkowa rurka intubacyjna wystaje z jamy ustnej. Pierwszy raz widzę takową, ale pytanie dlaczego to cudo pozostawiam na spokojniejszą chwilę. Przychodzi doktor, zakładamy rękawiczki i dostaję szybkie, niespodziewane pytanie co też dziwnego widzę w tej rurce intubacyjnej. Podchodzę do pacjenta, oglądam, przeglądam i żadna mądra odpowiedź mi do głowy nie przychodzi.
- Kropelki powietrza wewnątrz...- mówię nieśmiało, a odpowiedź to była chyba najgłupsza jaką mogłem wymyślić, bo się powietrze chyba ma prawo tam skroplić (tak mi się wydaje przynajmniej...)-
- Nie, pan pójdzie zobaczy u drugiego pacjenta-
Poszedłem, wróciłem i nic.
- Jest to rurka dwukanałowa...- zaczyna i tłumaczy mi dlaczego i po co.
No jasne, najprostsza odpowiedź jak zawsze. Na koniec dokształciłem się teoretycznie na konsultacji z moją doktor i wróciłem do domu poprzyjaźnić się z farmakologią. Przede mną zajęcia po drugiej stronie mocy, czyli chirurgia. Zobaczymy kto zacz...


mehoffey 2009-10-08 22:29:05
skomentuj (0)
Ostatnie chwile szczęścia...

...lecom liście, oj lecom, lecom; żółte i brązowe, bure i kolorowe...
A co to oznacza? Jesień, wszak dziecko w przedszkolu to wie, ale nie tylko droge dziatki. Kiedyś, w latach młodzieńczych, latach beztroskich, latach kasztanowych ludzików, wyklejanek z liści, lekcji plastyki z martwą naturą do namalowania, skojarzenie lecących liści z jesienią było jak najbardziej poprawne. Teraz także nikt go nie podważy, ale do całej gamy konotacji dopisać można jeszcze jedną myśl, kolejny element naszej poszerzającej się z dnia na dzień rzeczywistości. Jesień, liście, październik, czyli witaj nowy rok (akademicki). Morze, góry i lasy w końcu odetchną, za to ulice miast zapełnią się zdwojoną albo i potrojoną ilością samochodów, bowiem student to coraz częściej persona zmotoryzowana. Ale wrócili, wrócili, smutek i zdenerwowanie kierowców skutecznie zagłuszone zostaną przez radosne śpiewy właścicieli klubów, dyskotek, kawiarni a przede wszystkim punków ksero. Znów rozgrzeją się do czerwoności maszyny kopiujące, pięć, dziesięć, piętnaście stron, cala książka a nawet dwie. Cieszą się też zapewne i panie w studenckich szatniach (panowie pewnie też) i uczelnianych barkach. Asystenci uzbrojeni w nowe pokłady cierpliwości, odnowiony zapał do przekazywania tajemnej wiedzy nauk humanistycznych, przyrodniczych, tudzież technicznych czy medycznych (niepotrzebne skreślić), też radzi będą z zapełniających się ław studenckich. I sami zainteresowani, rzesze tych pierwszorocznych i tych ostatniorocznych, i pewnie też tych w środku, ziarnko tęsknoty za jeziorami, plażami, imprezami do białego rana zostawiwszy w sercu, jako kolejne wspomnienie lat młodości, tak w głębi swej duszy cieszą się z tego powrotu. No bo któż  z braci studenckiej na początku października wytwarza w swoim umyśle jakże prostą asocjację, że studia to książki, nauka, zaliczenia? No chyba nikt, prawie nikt, a prawie jak wiemy z pewnej reklamy z cyklu tych po dwudziestej trzeciej, robi wielką różnicę. Wszak teraz ci pierwszoroczni adepci medycznej wiedzy siadają właśnie do Bochenka tomów, a ci czwartoroczni rozgrzewają się powoli, bo już za rogiem, już za zakrętem czeka na nich kochana i uwielbiana patomorfologia; jakże miła, przyjemna i czasochłonna farmakologia; bardzo niezbędna, kolejna z cyklu genetyka i tajemnicze zdrowie publiczne. Do tej wesołej gromadki, dołączyć także trzeba te wyczekiwane przedmioty kliniczne. To już za chwilę, już za momencik, ale jeszcze oddalmy tę perspektywę. Łyk herbaty i wspomnienie morza szumiacego, drugi łyk za wioseczkowe lasy i pagórki, trzeci za chwile spędzone na praktykach, a czwarty za godziny pełne pasji, radości i zaangażowania spędzone na bloku operacyjnym i dyżurach. Za te dziewięć miesięcy (cóż za metaforyczna cyfra) przecież powtórka z rozrywki!


mehoffey 2009-10-03 19:11:35
skomentuj (1)
Czytam...
Charlie
Mysterious
Krowilandia
Kardiolog (in spe)
Katie

Dusiciel
Dziobak
Tranquilizer
Lena
Gucio
Ika
Deadalive
Morfeusz
Domka
Vertigo
Vogue
Dr Nika
Nikita
Dr Lecter